Przeciwko dyskryminacji kobiet

Pod wieloma względami Polska zaczyna doganiać Europę Zachodnią. Nie ulega to żadnej wątpliwości. Są jednak obszary, w których wciąż jesteśmy daleko w tyle - także jeśli chodzi o mentalność polskich polityków.

Ostatnie miesiące dostarczyły nam na to mnóstwo przykładów: awantura o zmianę ustawy aborcyjnej czy histeryczne reakcje niektórych polityków na wieść o podpisaniu „Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej”. Sięgam tylko po najgłośniejsze przypadki. Dlatego wraz z Adrianem Zwolińskim i Sławomirem Miłowem ze Stowarzyszenia Dom Wszystkich Polska postanowiliśmy przyłączyć się do inicjatywy „Mężczyźni przeciwko przemocy wobec kobiet”.

Zaczynało się naprawdę dobrze. Polska była jednym z pierwszych państw na świecie, w których prawa wyborcze zostały przyznane kobietom (28 listopada 1918 r.). Szkoda, że dzisiaj nie jesteśmy w awangardzie, tylko wleczemy się w ogonie Europy. „Konwencję o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej” podpisaliśmy dopiero jako 26 kraj, co i tak odbyło się w oparach absurdu przy oskarżeniach o „promowanie związków homoseksualnych” czy „ideologii feministycznej”. Warto przy tym przypomnieć, że dokumentu Polska wciąż nie ratyfikowała (zrobiły to już m. in. Albania czy Turcja) i wcale nie wygląda na to, żeby stan ten miał się zmienić. Przykład ten najlepiej pokazuje, że świadomość dotycząca przemocy wobec kobiet jest wśród polskich polityków (zwłaszcza mężczyzn) wciąż znikoma, żeby nie powiedzieć pomijana. W „najlepszym przypadku” uważa się ją za mało znaczący problem.

Z niepokojem obserwuję również, że takie opinie nie występują jedynie na marginesie polskiego życia politycznego. Martwi, że brak zainteresowania problemem wykazują również politycy koalicji rządzącej. Nie da się ukryć, że problem istnieje, a jego skala przekracza najbardziej pesymistyczne oczekiwania. Wystarczy zajrzeć do jakiegokolwiek raportu obrazującego skalę problemu. Polecam raport Fundacji Feminoteka pod wymownym tytułem: „Dość milczenia. Przemoc seksualna wobec kobiet i problem gwałtu wobec kobiet”. Kilka liczb unaoczniających o czym mówimy: w Polsce oficjalnie odnotowuje się jedynie około 8% ze wszystkich przestępstw na tle seksualnym. Sprawcą przemocy seksualnej w 78% przypadków jest mąż. Ofiary gwałtów wstydzą się zgłaszać na policję. Gdy już to zrobią często są ofiarami niewybrednych żartów i bagatelizowaniem ich sprawy. Nie może być tak, że ofiary przestępstw nie mogą w pełni zaufać państwowym organom ścigania. Wydaje się, że państwo o tych kobietach zupełnie zapomina. Tym gorzej, że robią to również Polscy politycy.

Do tego należy dodać inne towarzyszące ignorancji zjawiska. Dobrym przykładem jest modna ostatnio nagonka na „ideologię gender”. Jeden z biskupów określił ją nawet jako gorszą od nazizmu. To kolejny dowód na to, że wiele osób nawet nie chce wejść głębiej w tematykę, którą tak bardzo krytykują. Operują kalkami i zasłyszanymi opiniami. W tym wypadku wystarczyłoby zajrzeć chociażby do słownika języka polskiego. Problem tkwi w świadomości ludzi. Dlatego z pełnym przekonaniem zgadzam się z postulatem wprowadzenia prewencji przemocy we wszystkich szkołach, kształcenia studentów w polityce gender oraz wprowadzenia do szkół medycznych, prawniczych, wszystkich kierunków nauczycielskich, a także szkół policyjnych, przedmiotu zawierającego elementy związane z przeciwdziałaniem przemocy wobec kobiet. Niestety na to potrzebne są pieniądze, które rozdzielają właśnie politycy. I tu koło się zamyka.

Warto zauważyć, że przemoc nie jest jedynym problemem, jaki dotyka kobiety. Zarabiają one wciąż mniej, nawet na tych samych stanowiskach co mężczyźni (w 2012 r. płace kobiet były średnio o 1000 zł. mniejsze niż mężczyzn). Co więcej, kobiety stanowią tylko 24% składu polskiego Sejmu więc jasne jest, że obowiązkowe 30% na listach wyborczych i to bez systemu suwakowego, to za mało. Nie ma co się dziwić, że przy takim układzie politycznym kwestie praw kobiet spychane są na margines.

Jeśli dodamy do tego społeczny nacisk na kobiety, aby zajmowały się domem, to zobaczymy, jak daleko jeszcze do pełnego równouprawnienia. Żądanie „całej pensji i połowy władzy” jest niestety wciąż aktualne.

Do inicjatywy „Mężczyźni przeciwko przemocy wobec kobiet” dołączamy z wielkim entuzjazmem i nadzieją na zmianę na lepsze, nie tylko prawną, ale i świadomościową. Szkoda tylko, że o takie rzeczy wciąż trzeba walczyć, a nie są one oczywistością dla każdego społeczeństwa, które chce się uważać za demokratyczne.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PrzemocKobiety
Skomentuj